Strona:A. F. Ossendowski - Mali zwycięzcy.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Hurra! — zakrzyknął Romek, lecz po chwili zamyślił się i spytał: — A co będzie, gdy zima przyjdzie?
— Tymczasem do zimy daleko, a zresztą, wtedy zamiast słońca służyć nam będzie mróz! — odpowiedział brat.
— Mróz?! — zawołał chłopak. — Nie rozumiem!
— Zrozumiesz, gdy objaśnię ci ten sekret, jeżeli będziemy zmuszeni spędzić tu zimę, czego wcale ani sobie, ani wam nie życzę!
Z temi słowami Henryk zaczął zdzierać skórę z kabargi. Romek ochoczo pomagał mu. Wycięli ostrożnie woreczek piżmowy wraz z dużym kawałkiem skóry. Zrobiwszy z tego małą paczkę, związali suchemi ścięgnami, wyrwanemi z pęcin zwierzątka i powiesili w przewiewnem miejscu, aby wszystko wyschło należycie.
— Patrz — rzekł Henryk, dotykając nogi kabargi — patrz, jak szeroko rozchodzą się ostre, puszyste kopytka zwierza. A te długie i mocne pazurki nad kopytkami! Jakie to zabawne! A wiesz poco tak natura urządziła?
— Poco? — zapytał sennym głosem Romek.
— Poto, aby kabarga mogła pewnym krokiem iść i biec po śnieżnych szczytach gór i po lodowcach, które, jak np. góry Mongolji i Hi-