Strona:A. F. Ossendowski - Mali zwycięzcy.djvu/57

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Romek rozpoczął szybki odwrót.
Mówił do siebie w duchu:
— Henryk weźmie karabin i zapoluje na argali. Oprócz dobrej pieczeni będziemy mieli piękny kobierzec w naszym domku... A może mu się uda zabić barsa? Szczęśliwy!
Zazdrościł już bratu wspaniałej zdobyczy i postanowił wyprosić u niego karabin, aby mógł zapolować, jak dorosły mężczyzna, jak prawdziwy myśliwy.
Przecinał równinę z osadami świstaków i zbliżał się do lasu.
Na skraju lasu bystre oczy chłopaka dostrzegły pasące się spokojnie zwierzątko, podobne do sarny.
Futerko miało na grzbiecie ciemne, na brzuchu jasno-szare, głowę o dużych uszach i bez rogów, lecz z opuszczającemi się nadół kłami.
— Kabarga! — pomyślał Romek, bo widział to zwierzę w Tientsinie i Szanghaju, dokąd przywozili je z gór Chingana myśliwi chińscy.
Licytowano zwykle tę zdobycz.
Chińczycy bowiem poszukują kabargi, należącej do rodziny jeleni; płacą za nią drogo, ponieważ kabarga posiada na brzuchu gruczoł z aromatycznem piżmem.
Chińscy lekarze używają piżma dla wzmoc-