Strona:A. F. Ossendowski - Mali zwycięzcy.djvu/58

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nienia słabnących sił chorych i starych ludzi; kupcy zaś sprzedają je fabrykantom perfum.
Chłopak padł na ziemię i bez szmeru pełznął do pasącej się spokojnie kabargi.
Doczołgał się do dużego głazu i pomału wytknął głowę.
Zaledwie piętnaście kroków dzieliło go od zdobyczy. Starannie i długo mierzył z łuku.
Zapiała strzała i ugrzęzła ostrzem w szyi kabargi. Zwierzę uczyniło szalony skok, lecz natychmiast upadło na kolana.
Chłopak zerwał się i wypuścił z procy dwa kamienie. Oba trafiły.
Kabarga nie mogła się już podnieść. Romek uderzeniem kamienia przerwał jej cierpienia.
Był dumny ze swej zdobyczy.
— Piękny kobierzec dla domu i perfumy dla Irenki — myślał uradowany.
Z trudem przerzucił zdobycz przez ramię i, uginając się pod jej ciężarem, szedł przez las.
Nie zbłądził, bo pamiętał o radach Henryka.
Wychodząc z domu, robił na drzewach znaki.
Odcinały się bielą świeżego drzewa od czarnych pni i ciemnego igliwia modrzewi.
Znużony, ledwie trzymając się na nogach, dobrnął nareszcie do „obronnego grodu“.
Radosnemi okrzykami powitały dzieci powra-