Strona:A. F. Ossendowski - Mali zwycięzcy.djvu/30

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mieni i zsypywać na kawałek gazety, znalezionej w kieszeni kurtki.
Gdy się uzbierała tego spora garść, powrócił do samolotu, wsypał sól do kociołka i zalał wodą, której zapas zostawił pilot w dużej żelaznej bańce.
Z uzbieranej soli wkrótce pozostał mały, w wodzie nie rozpuszczający się osad. Był to gips i piasek.
Henryk skosztował przezroczystego roztworu.
Miał gorzki smak.
Przelał więc płyn do drugiego kociołka, zapalił „primus“ i postawił na nim naczynie. Gdy woda zagotowała się i wyparowała do połowy, zgasił ogień i wkrótce na dnie kociołka zaczęły osadzać się jakieś kryształy.
Skosztował znowu pozostałego płynu. Był to czysty, mocno słony roztwór soli.
— Na dziś dość! — pomyślał chłopak. — Jutro tę samą robotę zrobi zamiast „primusu“ — słońce. Założymy własną fabrykę soli!
Przykrył kociołek aluminjowym talerzem i czekał na powrót brata i siostry.
Romek przybiegł pierwszy, z trudem dźwigając dwie duże ryby, uwiązane za skrzela do sznurka od wędki.
— Zuch z ciebie! — zawołał uradowany Hen-