Strona:A. F. Ossendowski - Mali zwycięzcy.djvu/28

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dostaniemy się stąd — mówił, chociaż sam swoim słowom nie wierzył.
Romek porozumiewawczo spojrzał na brata i, napiwszy się herbaty z sucharem, nic nie mówiąc, poszedł w stronę jeziorka, ukrytego na dnie głębokiego wąwozu.
Henryk tymczasem zaczął robić przegląd rzeczy, znajdujących się w samolocie. Znalazł dużo różnych narzędzi ślusarskich i stolarskich, zabieranych przez pilotów na wypadek zepsucia się aparatu; zwoje linek stalowych, drutów mosiężnych i żelaznych oraz innych przedmiotów metalowych, blaszankę z niewielką ilością benzyny i dwie próżne, jedno pudełko sucharów, imbryk, dwa kociołki, skrzynię ze 150 nabojami karabinowemi, duży nóż i rewolwer.
— Gdybyśmy mieli wpobliżu las, moglibyśmy wybudować sobie, posługując się temi instrumentami, domek — pomyślał i westchnął, bo wiedział, że w całej okolicy nie spotkał żadnego drzewa.
— Ubrania, bielizny i koców starczy nam na długi czas — myślał dalej. — Zapałek nie mamy, lecz zato mamy aż trzy zapalniczki benzynowe… Jednak musimy oszczędzać benzyny i szukać innego opału. Primus schowamy na ciężkie czasy.