Strona:A. F. Ossendowski - Mali zwycięzcy.djvu/141

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wiedzia. Kula utkwiła mu w piersi tuż pod szyją. Strzał był śmiertelny, lecz silne zwierzę uszło jeszcze kilkaset kroków nim padło, wyczerpane doreszty.
Czultun natychmiast zabrał się do zdzierania skóry. Chłopak pomagał mu.
— Futro oddamy Irence, aby nie czuła zimna w nocy — rzekł Henryk.
— Sajn! — kiwnął głową Czachar. — Myślałem o tem właśnie...


Rozdział XI.
Pożegnanie z domkiem pod modrzewiami.

Nazajutrz po powrocie Henryka z dalekiej wyprawy, w obozie nad jeziorem odbyła się narada.
— Musimy porzucić pustynię i dotrzeć do osiedla ludzkiego, chociażby Czacharów Czultuna — mówił Henryk. — Łatwiej nam będzie przedostać się stamtąd do większego miasta chińskiego i posłać wiadomość o sobie do Szanghaju i Tientsinu...
— A co będzie, jeżeli tatuś już poszukuje nas i nie znajdzie nas na miejscu, gdzie wylądowaliśmy? — zapytał Romek.
— Biedny tatuś pomyśli, że zginęliśmy i będzie bardzo smutny... — westchnęła Irenka.