Strona:A. F. Ossendowski - Mali zwycięzcy.djvu/142

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Myślałem o tem... — odpowiedział Henryk. — Musimy porzucić pustynię, bo zima nadciąga... Zostawimy na miejscu wylądowania znaki rozpoznawcze, listy i plan miejscowości, gdzie ukryliśmy Farmana.
Wszyscy się na to zgodzili. Nie zwlekając, okulbaczono konie i wyruszono ku laskowi modrzewiowemu.
Spędzono tam dwa dni.
Umieszczono na dawnem miejscu w kabinie samolotu zdjęte krzesełka, złożono instrumenty, które tak bardzo przydały się dzieciom, przygotowano dwa obszerne listy z opisem życia na pustyni i o podróży do Cagan-Czułutaju, dokąd zapraszał młodych Broniewskich wódz czacharski, Czultun.
— Jakież pozostawimy znaki? — zapytała Irenka.
— Na miejscu wylądowania ułożymy wysoki kopiec z kamieni i zawiesimy flagę ze skóry. Pozostawimy tam blaszankę z jednym listem i ze wskazówkami, gdzie mają znaleźć samolot i nasz domek warowny — kombinował Henryk.
— Ho, ho! — zawołał Romek. — Blaszanka będzie tak błyszczała w słońcu, że odrazu zwróci na siebie uwagę poszukujących!
— Masz rację! — zgodził się brat. — Zatem zamiast flagi umieścimy na szczycie słupa tę