Strona:A. Conan Doyle-Pies Baskerville’ów.djvu/057

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nie wiem numeru dorożki? 2704... zapamiętałem go dobrze. Ale na razie mało nas to obchodzi.
— Nie wiem, dalibóg, co mógłbyś więcej uczynić.
— Gdybym był wcześniej zauważył dorożkę, zawróciłbym niezwłocznie, poszedł w przeciwnym kierunku i znalazł z pewnością wolną dorożkę; a wówczas mógłbym jechać za nim w przyzwoitem oddaleniu, lub też, co byłoby lepiej, podążyłbym naprzód do hotelu Northumberland i zaczekałbym. Jeżeli okazałoby się, że nasz nieznajomy śledzi Baskerville’a, to my, wzajem, śledzilibyśmy jego. Tymczasem, skutkiem nierozważnego pospiechu, z którego przeciwnik nasz umiał skorzystać z rzadką szybkością i energją, zdradziliśmy się i straciliśmy jego ślady.
Rozmawiając, szliśmy wolno ulicą Regenta i oddawna już straciliśmy z oczu dra Mortimera i jego towarzysza.
— Dalsze śledzenie ich nie ma celu — rzekł Holmes. — Cień znikł i już nie powróci, Pozostały nam jednak jeszcze inne karty w ręku i z tych skorzystamy. Czy poznałbyś człowieka, który siedział w dorożce?
— Poznałbym tylko jego brodę.
— I ja również... z czego wnoszę, że według wszelkiego prawdopodobieństwa, była fałszywa. Człowiek sprytny, spełniający zadanie takiej draźliwej natury, nosi brodę jedynie w celu ukrycia rysów twarzy. Wejdźmy tutaj.
Holmes wszedł do biura posłańców tej dzielnicy miasta, gdzie dyrektor powitał go z wielką uprzejmością.