Strona:Życie tygodnik Rok I (1897) - Wybór.djvu/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


II.

Czem jest Mi życie? Szumem lwich skrzydeł,
Który potęgę daje mym snom;
Koniem, co zbywszy uzd i wędzideł,
Z boków wyniosłych blaskiem lśniąc skrzydeł,
Leci przez gromy, sam jako grom.

W niebo podnosząc złote kopyta
Deszczem brylantów w grud bije wał;
Ziemia tententem jęczy i zgrzyta:
W przestrzeń lecimy, gdzie mu kopyta
Spoczną wśród słońca, ognia i strzał.

Żar mię oświetli wschodem purpury,
Oczom zdumionych dając mą krew;
Pierś, w której dziś już dźwięczą marmury,
Wówczas, okryta wichrem purpury,
Serce pokaże, w którem śpi lew!

Sława, za tronem mojej potęgi
Stojąc, rozbudzi śpiże swych surm;
Palce położę w kartach jej księgi
Ślubem, iż mocą własnej potęgi
W bramy niebieskie pójdę na szturm!