Strona:Życie tygodnik Rok II (1898) wybór.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Marzenia, w których Miłość kroczy z swym orszakiem
I słońce promienieje nad zieleni szlakiem.

Ona jest w swym ogrodzie — pełna niepokoju
Od lubczyków, co płoną w kwietniowym rozwoju
— W zieleni, z dreszczem jakaś piosnka śpiewa,
A szczęście jej różanym śmiechem się rozlewa.

Ona jest w swym ogrodzie, w rojnym swym ogrodzie,
Co brzęczy, szemrze, szumi, spiewa jak czarodziej,
Róż weselem zróżowiona,
Pieśnią życia upojona,
Na pół strwożona wróżbami stokrotki
Ale wierząca w ten dźwięk słodki,
Co mówi: Kocham ciebie!...
I swiece zapala i Veni Creator wydzwania,
Śmieje się sama do siebie
I pogląda na drogę i ręką się zasłania.

O, gdzie jest Małgorzata? o hej, o hej, o hej!
O, gdzie jest Małgorzata? o biada, rycerz jej!

Ona jest w swym klasztorze, modli się i wzdycha,
Godzina za godziną płynie, płynie z cicha,
Ona jest w swym klasztorze, modli się i wzdycha.

Ona się modli w pół świetle gromnicy,
Marzy o oblubieńcu nadziemskiej stolicy,
O Chrystusie, co wejrzy ku swej żałobnicy.

Ona jest w swojej celi, modli się i wzdycha —
I przed wybranym bogiem na klęczki się zniża,
Kwieciem, co śród jej duszy zakwitło kielicha
Zasypując drogę krzyża.