Strona:Życie tygodnik Rok II (1898) wybór.djvu/296

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A niechby tylko jeden spróbował, czy tysiące nie poszłyby za nim? I wtedy poczułem to jasno, ze muszę spróbować, być właśnie tym jednym. I tak powinien próbować każdy, jak sądzę. Bez tego niema wierzących. Bo wierzyć, to znaczy wiedzieć na pewno, doświadczyć, dla wiary niema nic niemożliwego, — a więc okaż twoją wiarę!
Czy ja to mówię, aby się chełpić? Bynajmniej, owszem aby się oskarżać. Bo choć tak wysoko wyszedłem i tak wielkiej łaski doświadczyłem, to czyż teraz właśnie nie odpadłem znowu od Boga? Czyż nie wątpiłem w to sam, abym mógł tę tu chorą własnemi siłami uratować? Czyż nie wątpiłem, nie wyczekiwałem pomocy drugich?
Dlatego odjął Bóg odemnie swą rękę. Dlatego dopuścił abyście i wy w to, co możliwe, wątpili, upadli na duchu i przyszli mi to wyznać. Gdyż w taki sposób nadeszła jego godzina. Teraz On nam jawnie okaże, co jest naprawdę możliwe!
Oh — przyszedłszy tu nie mogłem tego pojąć! Teraz pojmuję. Powinienem sam to uczynić. Otrzymałem rozkaz i uczynię.
Dlatego to właśnie dzisiaj ta łaska wielkiej pewności i gotowości. Wszystko się zgadza.
Czy słyszysz, Klaro? Nie ja to jestem, który mówię teraz ale ta silna ufność we mnie — a ty wiesz, skąd ona (uklęka przy niej).
Klaro, mój przyjacielu, dla czegóżty nie miałabyś być Bogu tak drogą jak ktoś inny, kto prawdziwie wierzy? Czyż Bóg nie jest ojcem dla wszystkich?
Miłość Boga nie jest przywilejem wierzących. Ich przywilejem jest miłość Jego odczuwać i cieszyć się nią — i w jej imię czynić rzeczy niemożliwe.
O, moja wierna i cierpliwa! Pozostawiam cię, aby podjąć próbę. (Wstaje).