Strona:Życie tygodnik Rok II (1898) wybór.djvu/267

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Co za nieszczęście — powtarzam mechanicznie — co za nieszczęście!...
Patrzyli na mnie oboje; byłem tak wzruszony, że się prawie uśmiechałem.
— Czy była młoda?
— Była młoda, paniczu, młoda...
Dzwonili właśnie na Anioł Pański. Zeszłem w milczeniu do jeziora myśląc o Adzie.
Wziąłem wiosła i popłynąłem powoli w kierunku przystani i miasta. Było już bardzo ciemno, kiedy wracałem. Nie widziałem nic prócz własnych rąk, bo księżyc jeszcze nie wszedł i tylko gwiazdy świeciły.
— Tej jednej nie znałem — snuło mi się po głowie — tej jednej siostry nie znałem...
A na drugi dzień w południe, byłem znowu nad wodą. Koło mnie stał mąż Anusi w stroju sztywnym, niedzielnym...
— Zdążymy jeszcze — mówił odwiązując łódź — pogrzeb jest dopiero o szóstej...

Tomasz Czaszka.
(Dokończenie nastąpi).