Strona:Życie tygodnik Rok II (1898) wybór.djvu/266

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Idźcie — szepnęła tylko.
Stałem się przed burzą miękki i wrażliwy.
— Chodź Magdo — prosiłem.
Ale ona potrząsła jasną główką. Wstała i oddaliła się cicho nie mówiąc słowa... I nie odwróciła się nawet, tylko oddalała coraz bardziej... A chłód wiał z jeziora i...
Na jeziorze było ciemno, tylko gdzieniegdzie pieniło się, jakby pływały lśniące gołębie, które trzepotały skrzydełkami...


IV.

Były trzy siostry...
Mówili ludzie, że Ada była najpiękniejsza. Niestety widziałem ją tylko krótko, bo kiedy nadszedłem, zabijali właśnie wieko jej trumny. Widziałem tylko włosy gęste i rude — oczy były otwarte ale już szklanne. Mówiono, że umarła przy pierwszem dziecku; mąż był lekarzem; gruby człowiek, niesłychanie lubiany w okolicy.
Wieczór przed pogrzebem nie wiedziałem jeszcze o niczem.
Kiedy zeszłem jak zwykle do ogrodu, ładna Anusia siedziała blada przed chatą i obierała ziemniaki.
— Dobry wieczór — mówię.
— Dobry wieczór, paniczu — Niema pani ani panienek.
— Gdzież są?
— W mieście... Pani doktorowa umarła.
— Kiedy? — pytam przerażony.
— Tej nocy.
Nadszedł mąż.
— Dobry wieczór, paniczu... Pani doktorowa umarła.
— Wiem... słyszałem....
Zaczęli oboje opowiadać, a ona się rozpłakała.