Strona:Życie tygodnik Rok II (1898) wybór.djvu/235

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ktoś klęczy, bosy, w łachmanach,
Warkocze zakryły twarz,
A z piersi opadł potargany rąbek bielizny — :
To kobieta!....
Twarz trzyma w dłoniach,
A po młodem ciele biegają dreszcze,
Grozy i rozpaczy —
Po młodem ciele,
Na którem swe piętna rzeźbił występek —
Gwałtów swych szponami.
Chodźmy do czarnej tej grozy,
Dotknijmy ręką potarganej szaty,
Ona powleka ten ból strzępami nędzy....
Zbliżmy się cicho,
Nie budźmy tych łkań —
Tu płyńcie łzy!....
Zostawmy wyznanie u stóp tej rozpaczy,
Wyznanie tłumione długo,
Wyznanie wybuchające z otchłani ponurych drżeń — :
Wyznanie miłości!....
Połóżmy pocałunek straszny,
Pocałunek miłości straconej,
Na drżących rękach nędzy —
Oddajmy trochę szalonego bólu
Grobom i burzy i nędzy....
Wrócimy potem, przez cmentarny mur,
Do swego domu nielitosnych ścian,
Uspokojeni, —
Bez ran na oczach, które nie patrzyły
W oczy tej nędzy rozpłakanej —
Do domu swego nielitosnych ścian
Wrócimy...

Kazimierz Lewandowski.