Strona:Życie tygodnik Rok II (1898) wybór.djvu/225

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


CONSPUÈZ ZOLA!

Stał przed sądem, jak zbrodniarz, iż za czcią nędzarza
Śmiał się ująć, co skaran bez dowodów, skrycie,
Gdzieś na wyspie czartowskiej marne pędził życie...
Motłoch ryczał: Utopić! On armję znieważa!

Precz z nim! Armja podporą władzy i ołtarza!
Wara bodaj włos ruszyć na hełmowej kicie!
W nieomylność żołnierzy wierzymy niezbicie, —
Precz z zuchwalcem, co wątpić się o niej poważa!

Wielki pisarz, ostatni snadź człowiek, śród wrzasku
Stał niemy... W uszach dziwna brzmiała mu muzyka,
Głos niedawny: Niech żyje wolność, republika,

Sprawiedliwość!... Wzniósł dumnie oczy pełen blasku:
Czuł, że akt się rozgrywa tragedji żywota,
Której krwawy początek widziała — Golgota...

Jerzy Żuławski.