Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/99

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wizje, opowiadała o sprawach trudnych, na które brak było słów w ludzkim języku, które wikłały nawet samą myśl człowieka. Od tego właśnie jest muzyka i jej cudowna władza. Grała po swojemu, niesamowicie i dręcząco. Claude słuchał i pogrążał się w opętaniu tej muzyki, zapominał gdzie jest; kim jest, zapominał o wojnie.
Czasami ginęła mu nawet Rita, zostawała czysta ekstaza duszy, odebranej rzeczom ziemskim i w niebo wziętej.

Pewnego wieczoru wracał do domu pełen niepewności o tem, co widział dokoła. Stracił poczucie kierunku. Zabłąkał się i z trudem znalazł drogę do mostu.
Budził się i znów zapadał w zapomnienie, które było rozkoszą, snem, a zarazem niosło w sobie najwyższą wiedzę o przeznaczeniu człowieka. Pragnął, by ten stan pozostał i trwał w nim nazawsze, ale wiedział, że musi wyrwać się i wrócić do obcej, porzuconej rzeczywistości, która szła za nim krok w krok, czekając swojej chwili. Tak człowiek śpiący uporczywie, błagalnie trzyma się snu, choć wie, że przeklęta godzina już go zaczyna szarpać i wydzierać z przesłodkiej niemocy uśpienia. Ren był nieprawdziwy, światełka nadbrzeża odbite w wodzie to gwiazdy, rozstawione na niebie w prawidłowym szeregu dla celów wiadomych tylko temu, który rządzi tajemnicami kosmosu. Poręcze rzekomego mostu bronią go przed międzyplanetarną otchłanią.