Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/90

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


gdzieś w głębinie już świta jakiś pierwszy przedblask widzenia i o nich wiedzy. Może rozjaśnią się i stworzą z niczego nowy świat, w którym naraz w pewnej chwili ockną się i utoną we własnem niezaznanem istnieniu, niepojętem dla reszty ludzi? Może ogarnie ich głuchy mrok i pogrzebie razem, nazawsze?
Claude starał się pohamować drżenie rąk, ale nie mógł zapanować nad Ritą. Zaczęła dygotać cała i coraz mocniej zaciskała jego ręce.
Powoli wznosiła głowę. Poprzez pasemka włosów spojrzała mu prosto w oczy — zapatrzyła się. Czy go widziała? Ale odgadł w głębi jej oczu, zatopionych w nieznanem, w zmienionych rysach twarzy, w ustach drgających nieutulone nieszczęście tej duszy i zmierzył jej głębię. Wyczytał nieśmiałą, błagalną prośbę. Tak samo prosi dziecko nędzarki, chore, nierozumne, czując swój koniec. Prosi oczami zasnutemi gorączką, o rzecz niemożliwą, o piękną sukienkę, o wspaniałą lalkę, którą oglądało kiedyś przez szybę bogatego sklepu. Ale on spełni tajemne pragnienie Rity. Choćby się miał zatracić zeszczętem i zginąć w niezgłębionej topieli obłędu.
Poznała to i cień uśmiechu przesunął się przez jej usta.
— Pan zaprzysiągł tajemnicę... Proszę o tem pamiętać...
— Będę pamiętał.
— Proszę się nigdy nie zapomnieć przy mnie...
Proszę mnie nigdy o „to“ nie pytać... Niech mi