Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/89

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ale przecież okręty wychodzą co pewien czas z tych portów, neutralni robią wspaniale interesy... Razem z nim uratował się i jest teraz w obozie drugi oficer z U.C. 17, Fred Hasshagen. We dwóch nie zginą. Nie ma pan pojęcia, co to za dzielny człowiek, ten Fred. Spryciarz i prawdziwy morowiec.
Urwała, zasępiła się, opadło podniecenie, z jakiem snuła swoją opowieść. Badała Claude’a zatroskanem spojrzeniem. Złożyła ręce błagalnie.
— Panie Helm... Prawda, pan nikomu nie wspomni nawet o tem? Pan mi to zaprzysięgnie? Ach, nie powinnam była tego opowiadać... Cóż, nie mogę utrzymać w sobie tych niesłychanych nowin, nerwy mam biedne, słabe...
— Pani baronowo, jestem bardzo wzruszony jej zaufaniem... Doprawdy, dziękuję z głębi serca...
— Niech mi pan natychmiast zaprzysięgnie tajemnicę!
— Przysięgam!
— Niech mi pan poda obie ręce...
Claude ujął jej ręce, były miękkie, suche, ciepłe. Stała z pochyloną głową, pasmo rudawych włosów opadło i zasłoniło jej twarz. Claude zamarł bez ruchu, bez myśli. Przenikał go coraz głębiej żal, ten niemy, serdeczny, bezradny. Ręce zaczęły mu drżeć i wnet poczuł, że zadrgały palce Rity. Z tem drgnieniem nawiązał się między nimi jakiś łączący prąd porozumienia w sprawach niewiarogodnych, niewypowiedzianych. Są one jeszcze ciemne, strasznie pogmatwane, ale gdzieś daleko,