Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/71

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


przyśpieszyć jej koniec — są objawem płytkiej megalomanji, jakiej przykład dają, zresztą na mniejszą skalę, wszystkie gwiazdy ekranu w idjotycznych wywiadach w prasie. Eva nie mówi o tem z reporterami, wyszeptuje swoje dziwy w najpoufniejszych wynurzeniach we cztery oczy — z samym szefem niemieckiego kontrwywiadu...
Ow pamiętny wieczór, gdy doprowadziła go swemi sztukami do stanu znacznie osłabionej poczytalności, był jej wstępnym krokiem do pozyskania go dla jej tajemnych celów. Nie zdradziła się z niczem. Były to górnolotne rojenia o możliwości zakończenia wojny jeszcze w roku bieżącym. Teza o doprowadzeniu wojny do absurdu przez założenie tajnego międzynarodowego trustu ideowego, który miałby za zadanie krzyżować, odsłaniać i psuć plany działań wojennych jednakowo i jednocześnie na obu frontach. Zdradzać zamiary koalicji — przed Niemcami, zamiary Niemców przed koalicją. Wywoływać strajki i rozruchy robotnicze we wszystkich walczących krajach. I tak dalej — stek natchnionych głupstw, nonsensów humanitarno rewolucyjnych, a na ostatek — interwencja papieża, który pewnego dnia pod klątwą nakaże wszystkim swoim katolikom rzucić broń i wracać do domu, czem zdezorganizuje armję francuską i w połowie niemiecką...
Nadzwyczaj ostrożnie, okrążając zdaleka cel właściwy, Eva wprowadzała go w ciemną sferę jakiejś intrygi. Nie była tak naiwną, by przypuszczać,