Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/70

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ani mniej niż dla każdego innego z pośród obcych. Uchylała wszelkie westchnienia i napomknienia o tem co było. Powrotu do dawnych łask nie zaznał ani jeden.
Tego właśnie najbardziej nie mógł pojąć co do siebie generał Sittenfeld. Powtarzała mu, że jest kochany nie mniej niż wówczas w Schwarzwaldzie przed samym wybuchem wojny, łudziła go, przyzwalając na przekroczenie pewnych granic, odwlekała dzień łaski i tem bardziej go dręczyła. Wreszcie, gdy wyczuł, że Eva knuje jakąś ciemną intrygę, pohamował się i długo, na zimno, po sztabowemu układał plan działania.
Jego rycerskość, romantyzm jego uwielbienia, błagania i skamłania nie zdały się na nic. Z taką trzeba inaczej. Przez czas wojny, w ciągu bez mała czterech lat Eva doznała wielu przygód, urosła w sławie, jest bogata, jeszcze zmądrzała i jeszcze wypiękniała, ale w charakterze odmieniła się radykalnie. Jest lodowato zimna, zatajona, djabelska. Napozór dawna, światowa i beztroska, ma jakieś cele głęboko ukryte. Z tem przyjechała do Berlina.
Nie trzeba zważać na to, co mówi. Opowiadania o jej ideach humanitarnych, o cierpieniach z powodu wojny, o ślubowaniu czystości, o surowych katolickich postach i wszelkich wyrzeczeniach się na czas trwania tej rzezi są zwykłą kobiecą blagą, obliczoną na rozbestwienie mężczyzny. Obłąkane ambicje, zachcianka, żeby wpłynąć na bieg wojny —