Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/7

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


żyli się, że nie mogą pracować, gdyż nic nie wiedzą o nieprzyjacielu. Ci z pierwszego piętra pałacu, z dawnych apartamentów cesarza i cesarzowej, oficerowie gabinetu Pétain’a naciskają ich ustnie, telefonicznie, a wreszcie na piśmie — z piętra na piętro (skandal!)... W powietrzu wisi wielka ofenzywa niemiecka — kto tego nie wyczuwa, nie jest człowiekiem wojny — kraj przebiega dreszcz trwogi, Paryż burzy się, parlamentarzyści ze strachu stają się bezprzykładnie bezczelni... Rezerwy stoją w drobnych grupach, rozwleczone na tyłach wzdłuż całego frontu, niema żadnego planu przeciwnatarcia, ani nawet przygotowanej obrony, gdyż od dwóch miesięcy brak jakichkolwiek informacyj o zamiarach nieprzyjaciela. II oddział Wielkiej Kwatery nie jest powołany do rozsiewania swoich subtelnych przypuszczeń, ani do układania traktatów spekulatywnych o domniemanej ofenzywie wiosennej, opartych na fikcjach... Gdzie są fakty?
Właściwie było ich o wiele za dużo.
Szafy i półki II oddziału trzeszczały od nawału segregatorów, skorowidzów, zestawień, kartotek, grafik. Do biura napływały z pocztą trzy razy dziennie setki pękatych kopert, a każda z nich wytrząsała ze siebie mnóstwo cienkich arkusików maszynowego pisma. Powódź faktów, faktów i jeszcze raz faktów zalewała zapracowanych oficerów, cienkie arkusiki przez cały dzień boży i późno w noc szeleściły im w uszach. Ten przeklęty szelest prześla-