Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/311

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


gdy tylko zwycięży, natychmiast porzuci na zawsze zdradliwe miasto, nawet nie obejrzy się za siebie, nie pożałuje nikogo z dawnych przyjaciół i wielbicieli. Gdzież się podzieje?
Świat był szeroki, ale choć jej sprawa się wyjaśni, a prasa, między innemi hałaśliwe, brukowe gazetki filmowe rozniosą wszędzie wieść o tem, wszędzie, bodaj w Argentynie, bodaj na antypodach w Australji wyląduje wraz z nią cień skandalu, jakaś ciemna afera wojenna. Posągowa, boska Eva Evard, kapłanka czystej sztuki, ukochanie i słodycz wszystkich pięciu części świata — tajną agentką? Wmieszana w jakąś intrygę szpiegowską, sama szpieg, oczywiście grubo płatny, wślizgiwała się między ludzi jak podstępna żmija, wykradała dokumenty, udaną miłością, fałszywem oddaniem zniewalała ludzi do zdrady? Mniejsza o to komu służyła i przeciwko komu — tak nie inaczej powie świat. Przedsiębiorcy filmowi uczynią z tego kolosalną reklamę, wytwórnie będą się licytować o nią, może zarabiać miljony, ale straci się na zawsze jej wyjątkowy typ, jedyny na kuli ziemskiej, bo dużo jest zdolnych artystek, popularnych gwiazd filmowych — Eva Evard była wśród nich nieporównaną, postacią najwyższej miary tak samo na ekranie jak i w swojej istocie ludzkiej. Powstanie o niej cała nowa literatura i poważna, artystyczna i ta nierównie głośniejsza, obrzydliwa, sensacyjna, tandetna. I jedna i druga nie pominą jej nieszczęsnej „afery szpiegowskiej“, będą się w niej nurzać, będą jej bronić, będą o niej pisać