Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/310

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


cuje wszystko, a nie potrafi nic i na dobitkę zdaje się spodziewać dla siebie jakowejś nagrody.
Fortuna odwróciła się od niej. Ucieczka z Berlina — to była ryzykowna przygoda pełna uroku jak dobry epizod filmowy, podniecający, bojowy. Zaznała i strachu, ale nawet w najgorszych chwilach czuła w sobie dzielność i fantazję, wierzyła w swoją gwiazdę. Teraz była zgnębiona brutalnym afrontem ze strony przybranej ojczyzny i zdradą przyjaciół, a choć usiłowała wierzyć wraz z lekkomyślnym senatorem, że nie dziś to jutro nastąpi zwrot w opinji, to jednak trapiła się, jakby już wszystko przepadło.
Mogą ją przepraszać na klęczkach, opiewać jej sławę, nawet nagrodzić Legją Honorową, ale nic już nie wydrze z duszy tej urazy, która wbiła się i uwiązła jak cierń. Paryż, ten jej Paryż okazał jej wrogie oblicze, był zimny, obojętny, zaledwie ją znosił. A jej cudowne miasto to wszak nie tylko wspaniałość gmachów i przedziwna harmonja jego rozplanowania, nie muzea i świątynie, i nie bogactwo, i nie jego wielkie dzieje promieniujące z ulic, pomników i murów. To uadewszystko jego rodzona swojskość i uśmiech nieodpartej macierzyńskiej słodyczy, który witał ją na każdym kroku. Sprawiali to ludzie — przyjaciele, cała ich masa, rozsiana wszędzie w różnych warstwach i środowiskach po obu brzegach Sekwany, i gdy ludzie odwrócili się od niej — nie stało Paryża. Eva zawisła w pustej przestrzeni, czuła się wygnaną, bezgranicznie poniżoną. Nie podda się, będzie broniła swojej czci, ale