Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/312

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


paszkwile... To zdejmowało ją wstrętem.
Nie zabraknie jej reklamy i chwalby, ale nigdy nie odzyska dawnej szczytnej chwały. Do tego Niemcy i daleko sięgające wpływy niemiedkie będą ją prześladować do końca życia jako najgorszego wroga. Pocóź nieszczęsna wdała się w te sprawy? Co ją pokusiło?
Kapitan Percin nie pokazywał się, senator przychodził dwa razy dziennie, musiała słuchać jego tyrad politycznych, jadać z nim obiady, znosić jego umizgi. Rozwinął on wielką akcję, dotarł wszędzie, ale wszędzie przyjmowano ozięble jego niewyczerpane krasomówstwo, niezbite dowody niewinności Evy i jej krzywdy. Wszędzie powtarzano mu, że dopóki nie wyjdzie odnośny komunikat wyjaśniający, bodaj półurzędowy, ze strony Ministerstwa Wojny, dopóty opinja musi zachować ostrożną rezerwę, to też poważne dzienniki milczały o powrocie Evy Evard, jakgdyby nikt jej nie znał w Paryżu, a różne świstki sensacyjne zaczęły na dobre kampanję oszczerstw w feljetonach o przygodach Evy Evard w Berlinie. Chciwie czytali je wszyscy.
Ministerstwo Wojny odmówiło wręcz wszelkiej interwencji. Senator biegał po piętrach, wysiadywał godzinami po poczekalniach, wytrwale obijał progi niezliczonych biur, przemówił się gorzko z niejednym oficerem o wielu galonach, pokłócił się z dwoma generałami, starymi przyjaciółmi, i nic nie wskórał. Wszędzie wymawiano się brakiem informacji o rzekomej misji pani Evard, gdzieniegdzie oznajmiono