Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/304

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


meldował panią nowemu szefowi.
— Nie mam żadnego interesu do nowego szefa. Pan nie zna adresu generała Dubreuil?
— Ach, pani, nie chciałbym żartować, ale o ile wiem, to na cmentarzu Gentilly. Poprostu umarł...
— Jakto?
— Był stary, spracowany, wojna go dobiła. Zachorował, chorował — i już.
— Biada mi! On jeden jedyny we Francji wiedział o mojej misji, która była najpoufniejszej natury. On jeden mógł poinformować prasę, że moje germanofilskie wynurzenia w Berlinie, generał Sittenfeld, film „Bogowie Germanji“ i wszystko temu podobne było bezpośrednio związane z moją misją. A tymczasem on sobie umiera... To niesłychane!
— Pani Evo, wszyscy jesteśmy śmiertelni.
— Piękna pociecha!
— Mówię to, ponieważ i generał znał tę prostą prawdę, więc na wypadek śmierci napewno zachował w swoich papierach jakiś ślad owej tajemniczej misji. Zresztą w naszych biurach nic nie zostaje bez należytego utrwalenia i zadokumentowania. Z pewnością istnieje dossier Evy Evard. Będziemy szukać, obronimy panią, proszę się uspokoić! Ale co do szerokiej opinji o pani, będzie to trudna sprawa. Opinja nasza jest w tych czasach wyjątkowo zawzięta i chciwa na zdrajców — potrzeba jej wciąż świeżego żeru, to też rzuca się jej na pastwę coraz to nowe ofiary... Pani zna sprawę Caillaux? Człowieka