Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/303

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


sierżanta ewidencyjnego w pułku... I wszystko nanic. Niczem w wojennym kinodramade.
— Wcale niezły pomysł, ale w kinie reżyser nie zmarnowałby tematu, byłby napewno ciąg dalszy — „w pół roku później“ i tak dalej, gdy tymczasem nasz scenarjusz, panie kapitanie...
— Wiem, wiem — i może szkoda, że inaczej być nie może.
— Zaprawdę szkoda, że wówczas nie stało się jak być miało, ale teraz... Lepiej że nic z tego nie będzie, ale możemy jeżeli pan zechce zachować stosunek przyjacielski?
— Z pewnością, pani Evo, ale nigdy już nie będziemy ze sobą mówić o tem co było? Nieprawdaż?
— Oczywiście! Ani o tem, czego nie było!
— Tak jest! A teraz, co panią sprowadza do tak osobliwej instytucji jak to biuro?
Eva zaczęła się skarżyć. Nic nie wiedział o jej przygodach berlińskich, ani o ucieczce, ani o powrocie, ani o tem, jak ją tu przyjęto. W krótkich słowach opowiedziała mu o sobie — wkońcu przychodzi prosić o pomoc starego przyjaciela generała Dubreuil i od godziny czeka oto na audjencję.
— Na audjencję u generała Dubreuil może pani czekać przez całą wieczność. Generał Dubreuil już od dwuch miesięcy nie jest kierownikiem II-go Biura.
— Więc dlaczego ten pan, który siedzi za stolikiem pod oknem nie powiedział mi o tem ani słowa?
— Tu są takie zwyczaje, ale z pewnością za-