Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/296

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wywiady w Figaro i w Matin’ie choćby dlatego, żeby sprostować legendy i fałsze, które natychmiast zaczną fabrykować i puszczać w świat brukowi feljetoniści...
Komunikat poranny tego dnia był uspakajający — rozpęd nieprzyjaciela w kierunku stolicy został ostatecznie zahamowany, nieprzyjaciel obwarowuje swoje nowe pozycje na południe od Marny — ale Eva znała się na komunikatach, zresztą wiedziała gdzie trzeba szukać prawdy. Madame Sarment-Durand miała męża znanego dziennikarza w Biurze Informacyjnem Ministerstwa Wojny, powitała ona Evę bez żadnych oznak zdumienia ani radości, jakgdyby widziały się wczoraj i odrazu o nic nie pytając ani nie pytana zaczęła szeptać pod największą tajemnicą o nieuchronnem i już postanowionem opuszczeniu Paryża przez armję, parlament i wyższe władze państwowe.
— To sprawa kilku dni! Męstwo naszych żołnierzy jest niesłychane! Straty straszliwe! Marna znowu spłynęła krwią! Foch i Petain dokonywują cudów, ale Anglicy zdradzili nas haniebnie, myślą jedynie o obronie swojego morza i nie okazali nam najmniejszej pomocy, Amerykanie, których pełno w Paryżu i w całej Francji, zupełnie nie kwapią się na front. Ja z dziećmi wyjeżdżam jutro do matki, do Grenobli, co za przeklęta praca z pakowaniem nagwałt!... Czeka nas ruina, Niemcy postawią warunki niepojęcie haniebnej kapitulacji. Żegnaj nazawsze Alzacjo, żegnaj Lotaryngjo! Tracimy Nancy i wielki