Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/295

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


w wiadomości z gazety... Może to przeczucie, że trafi w nią granat z samolotu nieprzyjacielskiego, czy też pocisk z „Grubej Berty“, który oddawna czekał na nią wiernie, aż sama podstawi się pod strzał w wiadomem, zgóry przeznaczonem miejscu — na carrefour du Chateaudun, w ogrodzie Luxemburskim pod ukochanym posągiem pani George Sand, na Pere Lachaise u grobowca Balzaca?...
Śmiała się ze siebie i niepokoiła się, ogarniało ją niecierpliwe pragnienie tej rzeczy, a chwilami i prawdziwy strach. Przypuszczała nawet, że to przychodzą nie w porę, nieproszone, znajome jej wstępne oznaki mającej nastąpić furji miłosnej, było to oczekiwanie z pozoru jakby podobne a jednak w głębi wręcz potężniejsze i nowe, a wzmagało się z każdym dniem, dochodząc w pewnych godzinach do opętania.
Wreszcie piątego dnia po przyjeździe znużyła ją samotność, wybrała się między ludzi. Dyrekcja hotelu „Lutetia“ dotrzymała słowa, zresztą wobec grozy położenia, gdy nieprzyjaciel stał u bram stolicy, dzienniki miały co innego do roboty, niż zaprzątać się nawet tak fenomenalną sensacją jak bohaterska ucieczka i szczęśliwe przybycie do Paryża tak znakomitej osobistości jak Eva Evard. Nigdzie nie pojawiła się o niej najlżejsza wzmianka. Eva zgóry wyobrażała sobie wrażenie, jakie wywołają jej pierwsze odwiedziny w zaprzyjaźnionych domach. Nazajutrz oczywiście gruchnie po mieście wieść, reporterzy zapełnią hall „Lutetii“, będzie musiała dać