Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/28

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


czastym. Znowu okopy, znowu leje, znowu mogiły. Ale przez rozkopane pola, przez wyrwy i usypiska ziemi prowadzą wzorowo utrzymane drogi, tory kolejek dojazdowych. Wszędzie kable telefoniczne, tablice drogowskazów. Wzdłuż dróg i torów szeregi czarnych, prowizorycznych baraków, wielkie hangary, budki posterunków... Zresztą pusto i bezludnie.
Stąd już słychać pogrzmot dział od linji frontu, drogą zrzadka przemknie motocyklista, na ulicy wsi, dokoła samotnej farmy ukaże się na chwilę gromadka żołnierzy, zadymią kominy — to strefa przyfrontowych etapów XVII-ej, II-iej i XVIII-ej armji — grupy Jego Królewskiej Wysokości Luitpolda, następcy tronu Bawarskiego. Panuje tu cisza i spokój. Zastój na froncie — brak ruchu i na etapach.
Lotnicy nieprzyjacielscy, snujący się wzdłuż frontu, bliższych i dalszych etapów, obniżając lot z powodu uporczywej mgły, wznosząc się i ginąc w chmurach, gdy są naciskani przez eskadry myśliwskie przeciwnika lub ostrzeliwani przez zamaskowane stanowiska obrony przeciwlotniczej, w swej uporczywej śmiertelnej pracy od całych tygodni nie dostrzegają nic godnego uwagi w zasięgu tej częśd frontu. Krążą nad zaroślami, nad lasami, zaglądają w każdą zapadlinę terenu, przepatrują pilnie grupy baraków, wsie i miasteczka, ścigani, okrążani i zestrzeliwani co dziesiąty docierają na głębokie tyły, do stacyj węzłowych, ale pominąwszy codzienne transporty zaopatrzenia czternastu korpusów armji,