Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/243

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


absolutnie żadnych rezerw. Fakt!
— Dobrze znamy te okrągłe cyfry, zaokrąglone w komunikatach, ja od wszystkich oficjalnych tryumfów zawsze odejmuję jedno zero, również okrągłe.
— A więc pan nie ma najmniejszego pojęcia o położeniu na froncie! Spojrzyj pan na mapę — po drugiej kwietniowej ofensywie uzyskaliśmy linję Bailleul, Mezville, Bethune, front wybrzusza się z dyrekcją na Boulogne — Calais. Stoimy u bram Paryża i u bram morza...
— Czy widział pan kiedy bramę morza?
— Niebawem z Calais i Boulogne nasze łodzie podwodne odetną...
— Nasze łodzie podwodne, jeżeli wierzyć komunikatom dla głupiej publiki i tajnym memorjałom Admiralicji dla ścisłych komisyj parlamentarnych, już dawno powinny były doprowadzić tonaż koalicji, a nawet tonaż światowy do zera, jak tego dowodzą tablice najściślejszych cyfr Admiralicji. A tymczasem Amerykanie walą sobie przez Atlantyk jak za najlepszych czasów. W grudniu zeszłego roku Anglja zdychała z głodu, a w styczniu na kolanach miała błagać o pokój... Ale kochany wieczny Michel niemiecki nic z tego nie pamięta...
Głos zabrał van Trothen, trudno było dociec, czy mówi na serjo, czy drwi, koło jego ust ściągały się i wygładzały fałdy śmiechu a w nieruchomych, zapatrzonych w coś oczach zastygło jakby przerażenie.