Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/242

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


cy urodzą potwora, gorszego niż rosyjski bolszewizm. Biada tym, którzy coś posiadają z dóbr tego świata!
— Jeżeli idzie o pieniądze...
— Gorzej z akcjami...
— Ale ja nie mogę uciec do Szwajcarji z mojemi kamienicami...
— Ani ja z fabryką!
— Radzę panom wyprzedać się pocichu, a gotówkę przelać na banki neutralne.
— Mądra rada, ale nikt nie kupi, nawet za połowę wartości!
— To trudno, wyprzedawajcie się jaknajprędzej i kupujcie tylko złoto i brylanty!
— Tragedja!
— Dla kamieniczników i fabrykantów?
— Tragedja narodu!
— Dosyć, panowie! Powstydźmy się znakomitej cudzoziemki, która to słyszy! Pani Evo, to są tylko niemieckie „witze“, nie osolone po attycku!
— Trudno, Attyka leży w Grecji, a ta nas zdradziła, transporty wstrzymane, zapasy dawno wyczerpane, zaprawiamy nasz dowcip czysto germańską solą glauberską...
— Pani Eva zbyt jest naszą, żeby się w jej obecności wzajemnie cenzurować. I jest zbyt świadomą naszych sił i zasobów, zarówno materjalnych, jak moralnych. Mówiąc poważnie, stoimy u rogatek Paryża. Anglicy stracili ostatnio w okrągłych cyfrach 300.000 żołnierzy i 14.000 oficerów i nie mają już