Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tach konferuje z cesarzem Karolem, jest kochanką pańskiego znakomitego kolegi z Berlina, przyjmowana w głównej kwaterze cesarskiego Kronprinza, z którym też spała, ale on nic nie wiedział...
— Ha — ha-ha!!
— Więc spała z jego szefem sztabu generałem von der Schulenbiirg i wyciągnęła mu plan wiosennej ofenzywy. Oczywiście miał go pod poduszką...
Generał śmiał się, pewny swojej karteczki, i czekał aż podpułkownik umilkł i wychylił drugą szklankę wody.
— Dlaczego pan dzisiaj taki zły? Zdenerwowany?
— Dlaczego? Choćby dlatego, że tu obecny generał Donaldson przyniósł mi właśnie drugi plan wiosennej ofenzywy. Uważa pan generał? Tego samego dnia i o tej samej godzinie! Tego mam doprawdy dosyć! Jak to mogło wypaść tak niemożliwie, tak fantastycznie?! Albo obaj panowie zechcieli i byli łaskawi urządzić mi przedwcześnie prima aprilis, albo też sam djabeł zadrwił sobie z obu Wielkich Kwater...
— A jeżeli oba plany są identyczne? — zaniepokoił się nagle generał Dubreuil.
— Widzę, że jestem panom niepotrzebny — usztywnił się zapomniany Anglik — a zatem, nie pozostaje mi nic innego, jak udać się na pierwsze piętro.
— Ależ generale!! Co znowu...