Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/19

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Co jest? Mamy ich w garści! Otrzymane dziś rano przez umyślnego z Genewy. Ale musimy się strasznie śpieszyć! Ostateczna nieodwołalna data wielkiej ofenzywy wyznaczona na 25 marca godzina piąta rano minut dwadzieścia.
Podpułkownik d’Arland potarł sobie czoło, po czem nacisnął zbyt mocno kurek od syfonu, stojącego zawsze pod ręką, i zabryzgał cały stół. Wypił pełną szklankę wody.
— Mamy zatem przed sobą dwanaście dni czasu...
Podpułkownik spojrzał na zegarek, obliczał przez chwilę...
— Panie generale, czasu mamy znacznie więcej, proszę doliczyć z dnia dzisiejszego do północy siedem godzin pięćdziesiąt minut, co łącznie z rzekomą godziną X stanowi na naszą korzyść trzynaście godzin minut dziesięć.
— Pan się puszcza na docinki?! Dobrze, przyjmuję z podziękowaniem pańskie trzynaście godzin i idę dalej, gdyż oczywiście nie może mieć pan pojęcia, skąd pochodzi ta karteczka.
— Wiem, wiem...
— Czyżby?
— Ależ od grudnia zapowiada mi pan swoją „godzinę cudu“. Nareszcie nadeszła. Winszuję...
— To zupełnie co innego! — To samo, panie generale! Genjalna E. E., Diana łowczyni, która idzie tylko na najgrubszego zwierza. Ustosunkowana na najwyższych szczy-