Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W toku dalszej rozmowy generał Dubreuil przyłączył się do zdania podpułkownika — dokument angielski jest po mistrzowsku opracowany, ale wyraźnie podsunięty. I to z nader subtelną tendencją. Wywiadowi angielskiemu sprzedaje się plan wymierzony wyłącznie przeciwko frontowi brytyjskiemu. Owo osławione „wrzucenie do morza“ jest obawą dość ugruntowaną w bezpośredniem otoczeniu marszałka Douglas Haig’a. I ta wysoce podejrzana szczegółowość dokumentu... Ni mniej, ni więcej, tylko najtajniejszy akt Głównej Kwatery niemieckiej in extenso dostaje się w ręce nieprzyjaciela! To niemożliwe. Zupełnie niemożliwe. I jeszcze raz niemożliwe!
— Jakże się przekradł przez granicę taki plik papierów? Czy nie polecono poprostu policji granicznej przepuścić pana X cało i zdrowo? Żeby za wszelką cenę wprowadzić w błąd nieprzyjaciela?
Anglik był oburzony.
— Panowie, u nas generał szef II Oddziału nie zajmuje się techniką przemycania dokumentów. Ale wiem, że nasza agentka, młoda Niemka, miała wypisane wszystko na skórze na plecach chemicznym atramentem.
— Chciałbym widzieć te plecy. To musi być coś kolosalnego.
— Niema na świecie takich pleców!
— Panowie Francuzi, gdy w grę wchodzi ciało kobiece, wpadają w humor, choćby to niezbyt lico-