Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/195

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


działem, że gdy ten pożar świata wypali się i zgaśnie, my żołnierze wróciifiy do domów z karabinem w dłoni i rozpoczniemy drugą, nową, swoją własną świętą wojnę o nowy ład świata, o prawdę i sprawiedliwość. Do miljonów trupów, które padną na polach bitew, dorzucimy nowe miljony, do powszechnego zniszczenia nowe zgliszcza i ruiny, będziemy bez miłosierdzia dla wrogów ludu, którzy unurzali świat we krwi.
Nie dla zemsty zbuntowanych niewolników przelejemy morze krwi w wojnie domowej, nie dla obrócenia świata do góry nogami, by nędzarze zamieszkali w pałacach, a wczorajsi bogacze, ministrowie, spekulanci, generałowie, uczeni, artyści i tak dalej poszli do kopalń i fabryk, bo tak wyobraża sobie rewolucję zdziczały wielkomiejski oberwaniec z przedmieść Berlina, bez pracy, bez dachu i bez jutra. Tak widzi przewrót społeczny giełdziarz, kamienicznik, sklepikarz, obszarnik-junkier i panujący maleńki wielki książę Schaumburg-Lippe, i mój drogi ojciec, profesor Wager. Nowoczesna socjal-demokracja, poparta przez armję proletarjuszy i chłopów, którzy z bronią w ręku wrócą z frontu, zdoła za cenę wszystkich okropności wojny domowej dać ustrój rozumny i sprawiedliwy. To samo czynić będą u siebie w domu armje wszystkich dziś walczących ze sobą narodów, albowiem to jest prawo niezłomne tej pierwszej wojny światowej, że ona ma być ostatnią w dziejach ludzkości i nie powtórzyć się nigdy.
O tem myślałem sobie w godzinie wymarszu