Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/189

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


które mogły ostatecznie przeważyć zwycięstwo, zostały zlekceważone przez ignorancję i rutynę biur ministerialnych, przez drapieżników wojny, miljonerów z I.G. i przez zaiste pruską butę i pewność siebie generała Ludendorffa. Wszystkie potęgi sprzymierzyły się, aby obalić wielkie dzieło i przedłużyć wojnę, może ją nawet przegrać. Stary Wäger wyszedł z tych zapasów złamany, musiał się wyrzec olbrzymiego marzenia, zaprzepaścić sam szczyt swojej pracy naukowej. Na schyłku życia był bankrutem.
Na ten czas wpadły mu w ręce listy Kurta. Czytał je dorywczo, jakby ukradkiem, i odkładał na długo, gdyż przeszkadzały mu łzy. I dotąd jeszcze nie przewertował ich wszystkich, zostało sporo nieznanych, a z innych zapamiętał tylko pewne oderwane myśli i one to nurtowały w nim bez ustanku, mącąc spokój i skazując go na ciężkie zwątpienia i walki wewnętrzne. Zamierzał przepisać wszystkie listy, gdyż Niemeyer zastrzegł sobie zwrot tej spuścizny — co za gruboskórny egoizm zabierać ojcu jedyną pamiątkę po synu...
Te nikłe kartki zawierały w sobie ukrytą mistyczną władzę, nie można było oswoić się z niemi, pociągały i odpychały zarazem, jątrzyły w ojcowskiem sercu, które chciało tylko wspominać i kochać. Urażały boleśnie, oburzały swym wyzywającym tonem, ostremi słowy. Żył w nich buntowniczy, nieposkromiony duch Kurta Wagera, który oddawna spoczywa w mogile żołnierskiej, w obcej ziemi, w zapadłem górskiem uroczysku. Z za grobu jeszcze