Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/186

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Rytmiczne skojarzenie kilku słów, jakiś obraz irracjonalny, zapisany jakby z sennego majaczenia, roztwierał w duszy przeczucie ogromu tej nicości, w której panuje śmierć. Czasami powaga i potęga straszliwego końca przemawiały z prostych, najzwyczajniejszych słów poety, który sam nie wiedział, że cudem udało mu się wyrazić samo tchnienie śmierci. Profesor lubił powtarzać sobie szeptem sielankowy, pogodny wierszyk Goethego

Ueber allen Gipfeln
Ist Ruh,
In allen Wipfeln
Spuerest du
Raum einen Hauch
Die Voegelein schweigen im Walde,
Warte nur, balde
Ruhest du auch...


Ten obraz ciszy po zachodzie słońca i zapadającego wieczoru dawał mu wizję dobrego dostojnego umierania, gdy w niezamąconym spokoju ducha spływa na człowieka łaska śmierci. Ale trzeba być mędrcem i uczciwym człowiekiem, by zasłużyć na. taki koniec. Kto zostawia za sobą żale, kogo dręczą wątpliwości, czy szedł przez życie drogą dobrą, ten nie doczeka pogody i ciszy w ostatniej godzinie. Trudno dojść ze sobą do ładu, gdy się żyło długo na tym świecie. W obliczu śmierci nie wystarcza ludzka miara i ocena — tajny radca, kawaler orde-