Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/187

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rów, komandor wielu gwiazd, profesor Wager — Twórca Zwycięstwa będzie miał wspaniały pogrzeb. Liczni mówcy opowiedzą o jego wiekopomnych zasługach dla wiedzy niemieckiej i dla zagrożonej ojczyzny. Jeszcze raz nad roztwartą mogiłą wypominać mu będą chlubę jego żywota — Żółty Krzyż...
Ale jaka jest istota wielkiego Wagera, naga prawda jego sześćdziesięciu siedmiu lat?
Utracił miłość żony... A może ją z własnej winy zagubił? Odebrano mu serce jedynego syna, wychowała go matka zdaleka od ojcowskiego domu i wuj, kosmopolita i doktryner, rewolucjonista — manjak. Dopuścił do tego, zaprzątnięty chemją barwników na chwałę przemysłu i bogactwa narodowego... Córka chowała się sama bez żadnej więzi z ojcem, który tylko odziewał i żywił. I został sam jeden na schyłku lat. Dawno nie żyje żona, Rita pogrążona w swoich majakach zbliża się do obłędu, a Kurt...
On jeden towarzyszył mu wiernie w ciągu dwuch ostatnich lat od dnia, kiedy nadeszła wieść, że padł na polu chwały, na froncie wschodnim, w Karpatach. Fantastyczne dzieje... Dopiero gdy utracił syna uczuł go w sobie żyjącego. Śmierć uśmierzyła ich dawną niezgodę — syn nienawidził cesarskich pruskich Niemiec, a kochał jakieś swoje chimeryczne Niemcy. Kurt nienawidził wojny. Nie chciał brać urlopów, od chwili pamiętnego pożegnania, gdy ruszał w pole, nie widzieli się ze sobą. Cóż można powiedzieć w kartkach polowych, na-