Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wykończone nigdy nie wpadają w ręce nieprzyjaciela....
— Dlaczego?
— Nie mogą wpaść! Poprostu są zbyt dobrze strzeżone.
— Ale gdy najtajniejszy plan jest w toku wykonania, znają jego treść dziesiątki, potem setki, a wreszcie tysiące ludzi.
— Treść? Owszem, kilka wytycznych miejscowości odcinka, domniemane objekty natarcia, pewne liczby i niewiele więcej. Ale cały tajny akt?... Po tym braku subtelności odrazu można poznać Niemców. Przesolili.
— Innemi słowy pan podpułkownik twierdzi, że jestem zbyt naiwny!...
— Bynajmniej, panie generale. Zresztą w marcu i to po takich deszczach na tamtejszym terenie ofenzywa w tak kolosalnych rozmiarach i według załączonego planu jest niemożliwością. Pan generał wyobraża sobie, co się dzieje naprzykład o tej porze w zapadlinie naszej miłej Lys? A zryte pociskami stare pobojowiska Flandrji? Bagno nie do przebrnięcia! I Niemcy wiedzą o tem tak dobrze jak my. Nie warto się denerwować — mamy czas.
Ostrożnie wkradł się adjutant, pochylił się do ucha szefa i zaszeptał. Podpułkownik pomyślał przez chwilę, uśmiechnął się.
— Prosić!
Nareszcie coś w rodzaju wybawienia od piły angielskiej. Wkroczył stary generał Dubreuil i od