Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/158

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Maple Creek ściągnęły tłumy zbuntowanych drwali. Umknęli dyrektorzy, urzędnicy, inżynierowie, przez cały tydzień płonęły kolosalne składowiska surowego drzewa i gotowych desek, aż pewnego dnia przyjechały pociągi z milicją i oddziały siepaczy z prywatnej policji Pinkertona, a za nimi zbieranina bezrobotnych nędzarzy z dalekich stron, horda łamistrajków — „Żółtych“. Salwy karabinowe milicji, Smith-Wessony, Kolty i pałki gumowe szpiclów Pinkertona szybko uśmierzyły bezładny rozruch. Pamięta, jak gwizdały kule — dużo trupów, rannych. Mnóstwo ludzi zakutych w kajdany wywieziono koleją na sądy, na długie lata więzienia. Na tem się skończyło.
Teraz dopiero — w dwadzieścia lat później — jak się to mówi w napisach filmowych, drgnęło w piersi i odezwało się proletarjackie serce Evy Evard, córki kanadyjskiego drwala. Porwała ją rewolucja.
Opowieści ukochanego kniazia, świadka i uczestnika tragedji rosyjskiej, olśniły jej wyobraźnię. Toż jest widowisko, godne, by zatracić się w niem i zapomnieć o wszystkiem innem! Gzem że jest ta cała wojna światowa w obliczu straszliwości i powagi rewolucji w Rosji Kapitalistyczna, imperjalistyczna masowa fabrykacja trupów — mordownia o supremację gospodarczą, o naftę, o rudę, o rynki. Kolosalne szachrajstwo pieniądza, osłonięte świętemi frazesami o honorze ojczyzny, o wolności ludów, o prawdzie, o sprawiedliwości, o pokoju wieczystym