Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nych tematów i haseł, a tym sposobem prawda sowiecka będzie się szerzyła, będzie przenikała wszędzie.
Sèrge Uchmatow, jej ukochany „Khnass“ wprowadził ją w otchłanny świat przewrotu społecznego, dopiero przez niego zdobyła prawdziwe pojęcie o tem, co się działo w Rosji. Aż dotąd karmiła się okropnościami z gazet i z opowieści emigrantów rosyjskich, spotykanych w Paryżu, w Genewie, w Berlinie. Krew, zniszczenie, terror, „zaplombowany wagon“, nikczemna zdrada koalicji, haniebny pokój Brzeski — absurd, obłęd, chaos. Nie wiedziała nic więcej. Teraz zajrzała wgłąb przepaści rosyjskiej i przez opary krwi, przez zamęt i czad pożarów, jak na dnie krateru dostrzegła zawrotnie olbrzymi cel, dla którego się to wszystko dzieje. Sprawiedliwość społeczna... Ucisk złotego cielca, kapitału... Nemezys dziejów... Świetlane jutro ludzkości...
Poznała fałsz świata, w którym osiągnęła sławę i bogactwo. I ona, wolna artystka, którą talent wyniósł na szczyty kultury, miała też swój udział w nieludzkiej wiekowej krzywdzie ludu pracującego. Dowiedziała się, że jest sojuszniczką kapitału i żyje krwią i potem uciemiężonej masy. Stanął w jej oczach ojciec drwal, sterany pracą w lasach, zawsze milczący, zmordowany ciężkiem życiem, gdzie ledwie starczało na chleb.
Przypomniała sobie wielki strajk, gdy na szereg dni zamilkły jęczące piły tartaków a z borów, z gór, zza jezior, aż od dalekiej rzeki Saskaczewanu do