Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/70

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tajemnicę swojego losu, logikę przeznaczenia. Błogosławił wojnę, swoje rany i męczarnie na pobojowisku, całą swoją dolę powikłaną i obłędną, błogosławił okrutny Żółty Krzyż, za którym go posłano w świat, żeby go tu przywiódł.

— Panie Helm, z ojcem źle, trzeba żeby pan do niego poszedł zaraz. Leży twarzą do ściany, jęczy i nic nie mówi, nie odpowiada doktorowi na żadne pytania, a dziś od samego rana nawet do mnie nie chce przemówić słowa. Straszna depresja, a przytem poczyna się w nim jakaś nieznana choroba... Gorączka...
— To z przepracowania, szef od samego powrotu z Kolonji nie wychodził z pracowni — natychmiast do niego idę...
— Niech mu pan przemówi do rozsądku, on pana tak poważa...
— Idę...
Nic ruszał się z miejsca, był przerażony.
Nic widział Rity od dnia ich wycieczki, minął tydzień, a w nim uparło się coś, nie chciał przyjść, dopóki nie będzie wezwany. Bał się ich pierwszego spotkania, nie wiedział jak się ma zachować. Po szaleństwie szczęścia, po wielkich planach na przyszłość w ostatnich dniach jęły go truć złe przeczucia. Piętrzyły się najgorsze, najgłupsze przypuszczenia, w przemądrzałych, przesubtelnych dociekaniach psychologicznych dochodził do absurdu. Tęsknił za Ritą, bo nią i przez nią tylko żył, codziennie spę-