Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/317

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nie zrozumieć — pytam poprostu, jak żołnierz żołnierza... A mój generał?
— Otrzyma w najkrótszym czasie Médaille Militaire, to podpisze już nowy marszałek, ale zrobione oczywiście znowu przez nas z panem premjerem.
— To dobrze. Dobrze, panie generale, dziękuję serdecznie, a na resztę poczekamy, nieprawdaż?
Pracowali dalej.
Zapadał zmierzch. Ogrodnik, który sterczał Z wędką nad stawem, ziewnął potężnie i na to jak na sygnał ukazał się drugi osobnik, również w słomianym kapeluszu. Ogrodnik oddał mu wędkę, pomruczeli coś do siebie i nowy rybak stanął na nocną zmianę — jeden z posterunków tajnej straży nad Główną Kwaterą. Pod altanką przesunęła się garstka jegomościów w hełmach i z karabinami, szli gadając i plącząc krok, jak który chciał, i pomimo uniformów i broni w niczem nie przypominali żołnierzy, — to najstarszy rocznik wojsk terytorjalnych, tak zwani „Terribles“ rozstawiali nocne warty. Nad drzewami na seledynowem niebie już migotała pierwsza gwiazda. Gdzieś w dali odzywała się jeszcze ostatnia wilga.
Wkońcu generał Mordacq, szef gabinetu ministra wojny, zwyciężył pułkownika Duchene, szefa gabinetu głównodowodzącego armij francuskich i wydarł mu z gardła przyrzeczenie piętnastu tysięcy koni dla Amerykanów. Powstali, generał zbierał papiery i wpychał je do teki.
— Jakoś tam u nich zanadto cicho?