Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/318

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Całkiem cicho — już się poobrażali, chodźmy!
— Ech, z tymi starymi...
Milczeli już od dziesięciu minut, premjer szybkiemi, drobnemi kroczkami przebiegał gabinet, generał siedział za biurkiem i, żałując pewnych słów:a nie wiedząc jak wybrnąć, zaczął w rozdrażnieniu przewracać w papierach, które ze stołu w biurze Głównej Kwatery już przywędrowały tu za nim do domu, aby mu uprzyjemnić dodatkowo parę godzin nocy.
Żeby ktoś, do djabła, zastukał do drzwi... Żeby jakiś przyjemny telefonogram od której z armij, stojących w ogniu...
Wstać, objąć go wpół i poprostu przeprosić starego? Niema za co, ale bądź co bądź jest to jego minister i głowa rządu, wreszcie jest gościem...
Premjer biegał, złościł się i odgrażał, zawzięcie ruszał wąsiskami. Zapomniał narazie o całej zwadzie i sczepił się ze swymi jutrzejszymi przeciwnikami w Izbie, przeszywał ich sarkazmami, gnębił, straszył, wreszcie oszołamiał wielkiemi słowami, które nawet w tej epoce na niejednego działały jeszcze w pewnym stopniu. Generał manifestacyjnie szeleścił papierami, chcąc bodaj czemkolwiek przerwać ciszę. Ujął pióro, podpisał to i owo i czekał, pochrząkiwał w tonacji wyraźnie pojednawczej i nieznacznie podpatrywał rozbieganego gościa — nic z tego, stary się zawziął.