Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/295

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wyobraźnia ponosiła go.
Dalej, po całej tej wojnie — w Paryżu. Café de la Paix, siedzą razem, smokczą absynt, wpatrzeni w siebie przez stolik, sami nie wierzą w to, co przeżyli. Będzie to ich czwarte spotkanie, a dopiero pierwsze, które można uznać za ludzkie, czyli dopuszczalne w prawdziwem życiu. Tamte, zwłaszcza dwa — w Genewie i w Mannheimie, były wręcz niemożliwe, wykluczone. I cóż z tego? Są faktem. Każdy zbieg okoliczności w ludzkich spotkaniach to rzecz przypadku i już, tak się mówi dla ordynarnego uproszczenia, gdy tymczasem każdy traf zawiera w sobie otchłań mistyki. Cóż to znaczy? Oto, że ich losy sprzągł ktoś i związał — dowodem tego (niechno to ktoś inaczej wytłomaczy!), jest fakt, że podwinęła się tu jeszcze Greta i na własną zgubę wpakowała się między nich... Dziwotwór zrodzony z czadu wojny wchodzi ze swoją intrygą między dwie postacie w realizmie spraw ludzkich niejako urojone! Na dobitkę tych dwoje byli szpiegami, bo tak się to nazywa, a i on sam, gdyby go nie wyrzucono za pijaństwo, byłby również szpiegiem do dzisiejszego dnia...
Znowu zdumiewający traf! Tylko traf, nic więcej? I zaledwie, jak się to mówi, — zdumiewający? Nie — wolne żarty...
Zagłębił się w dociekaniach nad zagmatwanym splotem wydarzeń, które wszak nie urwały się jeszcze. Kto wie, co ich czeka dalej? Wszystko, co z nimi było, sprawiła wojna, ona to napisała pierwszy