Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/290

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


polegać jedynie na tem, co się jakoby dzieje, choćby się samemu bywało w jej piekielnym odmęcie i to jeszcze jak...
Najżałośniejsze odpadki wojny, warjaci, ugodzeni w ową niematerjalną abstrakcję, w tak zwaną duszę, o której niewiadomo czy istnieje jako taka, byli wyparci i na zawsze wygnani z życia i jako wywołańcy ludzkości wyzbyli się ludzkich właściwości, zalet i przywar, przyzwyczajeń i przesądów, nakazów i zakazów. Zrywali wszelką więź z dawniejszym światem i zamykali się każdy w sobie, czyli we własnem wyłącznem widzeniu i pojmowaniu spraw ludzkich. O tej porze wojny nagromadziło się ich w Niemczech tysiące i dziesiątki tysięcy, nieinaczej było w innych krajach walczących. Odliczywszy z tej masy gruby odsetek na prawdziwych co się zowie warjatów, beznadziejnie i bezpłodnie zagmatwanych w mroku majaczeń i chorobliwych odruchów — reszta była godną uwagi i pilnej obserwacji, albowiem w tych czasach nie gdzieindziej, lecz między nimi właśnie pokutuje najtajemniejsza prawda wojny, wyrugowana z dusz przez gromadne omamienie, przez dzikie, żywiołowe, nierozumujące instynkty stadne i przez potężną nieodpartą tresurę narodową, państwową i społeczną, która normalnego obywatela państwa trzyma jak w kleszczach od dzieciństwa do grobu. Ta prawda, świtająca w potarganych mózgach, w zranionych duszach obłąkanych żołnierzy, pomimo całego szaleństwa indywidualności dzielących każdego z nich od reszty,