Sonety (Shakespeare, 1836)/XXXIII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor William Shakespeare
Tytuł Sonet XXXIII
Pochodzenie Poezye Konstantego Piotrowskiego
Data wydania 1836
Druk Drukarnia XX. Karmelitów
Miejsce wyd. Berdyczów
Tłumacz Konstanty Piotrowski
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
(33)IV.

Nie jeden już widziałem, w pełnej chwale ranek,
Jak słońce ogrzewało śnieżne szczyty skały,
Promienie jego złotem zdroje malowały,
I całowało łąki, jak czuły kochanek.

A potém pozwoliło pełną majestatu
Twarz swoję; urok nieba, pierwszą twarz natury,
Aby nikczemną szatą przyoblekły chmury,
Choć niewidzialne, zawsze panowało światu.

Tak też i moje słońce z słodyczą, i chwałą,
Rzuciłoś mi w mém ranku promień najjaśniejszy.
Niestety! był to moment od gromu lotniejszy;
Choć się teraz przykryłoś grubych chmur nawałą,
To uczucia miłości w mém sercu nie zmniejszy.
Słońce świata chowa się — moje się schowało.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: William Shakespeare i tłumacza: Konstanty Piotrowski.