Słowo pociechy

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
SŁOWO POCIECHY.
Odpowiedź na list.




Patrząc na braci ze skutemi dłońmi,
Przed kozackiemi jak wędrują końmi,
Jak na krzyż idą cicho, tryumfalnie,
W stepy kirgizkie, w sybirskie kopalnie.
O duszo polska przypadnij do ziemi,
Albowiemć dano żyć między świętymi.

Ani się nie smuć, że nie masz kościołów,
Kiedy po drogach tylu masz aniołów,
Że gdzie się zwrócisz, idzie postać biała,
Cała w promieniach, choć ze krwi i z ciała.
O niedaremnieć zamknięto świątnice,
Gdy święci twoi wyszli na ulicę,

I nie masz tęsknić do złotych ołtarzy,
Patrząc na tyle jasnych cudnych twarzy.
Nie smuć się, mówię, Polko w twéj żałobie,
Że Zbawiciela krzyż zabrali tobie.
Alboż o drogi, pokrwawiony cieniu,
Nie dźwigasz krzyża na własném ramieniu?
Ani narzekaj że twoje kapłany,
Wróg żelaznemi powiązał kajdany,
Raczéj patrz na nich jak cicho je noszą,
I z jaką idą na męki rozkoszą.
A potém siostro przypadnij do ziemi,
Albowiemć dano żyć między świętymi. —
Nie szukaj pociech zdala i opieki,
Od nieszczęśliwych Chrystus nie daleki.
Wszakć już wiadoma męczenników droga,
To duszo polska sama idź do Boga.

W rocznicę przyjścia Zbawiciela świata,
Do wrót twych może anioł zakołata.
I jako niegdyś śpiewając po przedzie,
Do takiéj groty sybirskiéj powiedzie.

Kędy w jaskini ze śniegu i lodu,
Modli się przyszły wybawca narodu.

Nie płacz ty głazów i nie płacz obrazów,
Duch święty w ciebie już przeszedł z tych głazów,
Kiedyś stanęła w kształt bożéj istoty,
Pierś rozkrywając na swych wrogów groty,
Kiedy wróg w piersi twe bagnetem godził,
O! duszo polska, sam Bóg w ciebie wchodził,
I podnosiłaś się z cierpień padołów,
Nad wyniesione wieżyce kościołów,
Gdy wróg krwią twoją upojony szalał,
Tyś się wznosiła, a świat cały malał.
I na tym świata umarłego grobie,
Ty byłaś w Bogu, a kościół był w tobie.

Gdy dzień spokoju na twe zejdzie łany,
Wejdziesz jak dawniéj w ciche świątyń ściany,
I w chórze braci zrzenicą twą łzawą,
Po krwawéj ujrzysz ofiarę bezkrwawą,
A dziś ze świątyń ojców twych wygnana,
Duchem się podnoś przed majestat Pana

I schylaj czoło nad plamy krwawemi,
Albowiemć dano żyć między świętymi.
O duszo polska! jakiéjż chcesz wolności,
Kiedyś już wolna jako tchnienie w polu,
Kiedy nie czujesz śmiertelnego bolu,
I jak z powietrza jesteś a nie z kości.
To nie z pomocą tobie polska duszo,
Ale z modlitwą ku tobie isć muszą.

O! moi bracia, jakież to wam łaski
Szczodremi dłońmi Zbawiciel udziela,
W jakież najwyższe was okrywa blaski,
I jak się duchem swym w ofiary wciela.
Toż modły ku wam wznoszę z mych padołów,
Jako do pierwszych świętych apostołów,
I czołem w prochy upadam do ziemi,
Z prośbą o życie i śmierć ze świętymi.
21. Grudnia 1861.



Poezje Teofila Lenartowicza t1 page180.png





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Teofil Lenartowicz.