Rabbi Ezra

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Karel Kučera
Tytuł Rabbi Ezra
Pochodzenie Ballady, legendy i t. p.
Data wydania 1904
Drukarz St. Niemira
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Konrad Zaleski
Źródło Skany na commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
Rabbi Ezra.

Święto Chanuka[1]. Rozpalam ramienny
Świecznik zwyczajem ludu Izraela.
Dla innych błogi wieczór ten, promienny,
Mnie włos siwizną zawczasu ubiela;
Trzydziestą północ wkrótce czas wydzwoni,
Gdy ja w rozmyślań pogrążam się toni.
Brzaski poranku, świty zórz płomienne
Znajdą me oczy pełne łez — bezsenne.
Nieszczęsny starcze! jedno miałeś dziecię,
Jak błędny żeglarz gwiazdę na zenicie,
Jedną latorośl, wody zdrój przezroczy;
Skupiłeś miłość całą w tej istocie...
Dziś próżno wołasz, wypłakujesz oczy,
Stojąc, jak palma bez dżdżu na spiekocie...
Uśmiech jej dla mnie był, jak te podmuchy,
Co z wiosną niosą ku nam kwietne puchy;

W oku jej tlała wszystkich żądz osnowa,
Boć wzorem piękna stworzył ją Jehowa.
Gdy te wspomnienia przed oczy me stawię,
Kolczastym cierniem serce sobie krwawię.

Raz karawana w blaskach zórz wieczora,
Poczet wielbłądów, mułów w złocie mnogi,
Do mego zbacza z gór nędznego dwora,
Szukając pewnej do Damaszku drogi.
Co to? Judyta?! Nie, ja nie śnię przecie,
Z wodzem drużyny onej tuż przy boku
Siedzi w kulbace na wielbłądzim grzbiecie.
Dziecinna radość jaśnieje w jej oku...
Strojni w turbany, zawoje, orężni,
Mieniąc się w blaskach złotem tkanej szaty,
O śniadych twarzach, jacyś dumni, mężni,
Stają przybysze u wrót mojej chaty:

— „Obcy derwiszu! po raz pierwszy głowę
„Przed nędznym giaurem moją upokarzam
„I biorę córkę za mych żądz królowę;
„Wzamian skarbami za nią cię obdarzam.
„Allah skierował dziś mnie w te bezdroża,
„Bym oną dziewkę, godną mego łoża,
„Uśpioną znalazł opodal mej drogi
„I wśród huryski wiódł w pałacu progi.
„Kiedym ją ujrzał pod cieniem palm śpiącą,
„Uczułem miłość wielką dlań, gorącą

„I czekać będę już tych chwil z tęsknotą,
„Gdy na mym dworze zalśni się to złoto,
„Gdy lekką stopą po drogim kobiercu
„W takt przebiegając, wzbudzi zachwyt w sercu.
„Z całego państwa Iranu pod nogi
„Najdroższe perły, barwne rzucę kwiaty,
„Na jej skinienie tłum niewolnic mnogi
„Namaści ciało, zrosi wonią szaty...
„Lecz jeśli spełnić nie zechcesz próśb moich,
„Moim rozkazom wnet stanie się zadość:
„Ja z serc podwładnych mi współbraci twoich
„Wyplenię wszelką nadzieję i radość!“

To Abdul-Malik był, pan mnogich rzeszy,
Władca Damaszku.
Czytam z dziecka twarzy,
Że ją ta nagła zmiana losu cieszy,
Że w myślach tworzy szereg snów, miraży,
Dziecinną była. Ot, myślę, majaczy!
A tu mi serce miota się w rozpaczy.
Brew ani drgnęła. Zda się skamieniałem
I na wielbłądy patrząc, niemy stałem;
A w tem milczeniu korny, władcy wolę
Spełniłem, dziecko dając mu w niewolę.
Wtem, jak ta iskra, gdy żelazo zgrzytnie,
W głowie mi nagle pewna myśl zaświta,

Wołam: — „О możny! Choć żal serce tłoczy,
„Zwracam błagalnie ku tobie me oczy:
„Biedny mój naród pełen smutku, trwogi,
„Nie ma dotychczas dla modłów świątyni;
„Gdy nas jak zwierza wiecznie tropią wrogi,
„Jehowie musim składać hołd w jaskini,
„Niech się twa wola staje: dziecku harem
„Otwórz, a wzamian zbuduj nam dom Boży;
„Ojcu wykupne spłacisz cnym darem,
„A lud się cały przed tobą ukorzy.“

Mamy świątynię. Gmina nasza cała
Przed moją chatą tłumnie się zebrała,
Okienka moje zdobi w liście palmy,
Ów mi winszuje, ten mój czyn wychwala,
A tu się serce moje wciąż rozżala,
Bom dziecko sprzedał gwoli pana sławy,
A sobie żywot zgotowałem krwawy!
Zdrożne me myśli serce w strzępy darły
I byłem niemy i napół umarły.

Jak las wyniosły stał przybytek ony
Wspaniały, wielki, hojnie wyzłocony.
Już sieć rusztowań zdjęto do połowy —
Jutro poświęcę go na cześć Jehowy...
Radosnej pieśni z miasta płynie echo,
Ale nie dla mnie pieśń ta dziś pociechą,

Chociaż trzydzieści dni na modłach trawię,
Nie wiem azali duszę moją zbawię...
Spróbuję jeszcze: postępku szkaradę
Na szalę win mych ostatni raz kładę.
Wdziawszy ofiarne szaty me kapłańskie,
Na skroń koronę, przykazania Pańskie
Włożę i spałę Panu stos za grzechy...
............
W noc rabbi wybiegł z szalonymi śmiechy...
Jasno dokoła, jak w południa porę...
Świątynia w ogniu! Dom Jehowy gore!

Karol Kuczera.




Przypisy

  1. Święto Chanuka ustanowione zostało na pamiątkę poświęcenia domu Bożego w miesięcu Kislewu. Trwa dni 8. Przed wieczorem dnia pierwszego rozpala się jeden płomień, na ośmioramionnem świeczniku, każdego zaś następnego dnia o jeden płomień więcej.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Karel Kučera i tłumacza: Konrad Zaleski.