Prawdomówca

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Antoni Edward Odyniec
Tytuł Prawdomówca
Pochodzenie Poezye
Data wydania 1874
Druk Drukarnia Gazety Lekarskiej
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
PRAWDOMÓWCA.

I.

A czy ja strzelec, co siedząc z wabikiem,
Na strzał chce zwabić ptaszęta;
Bym wszystkim wkoło, ich własnym językiem,
Wdzięczne prawił komplementa?

Czy ja żyd oszust, co częstując miodkiem,
Liczman chce wydać za złoto;
Bym świat pochlebstwem upajając słodkiém,
Fałsz barwił prawdy pozłotą?

A mnież to na co? Nie widzę pobudek,
Bym jak szpak cudzym piał tonem;
Bym z dudkiem czuba nastrzępiał jak dudek,
Jak gawron krakał z gawronem.

Czy by ich wzajem oskubnąć na pierze?
Czy by czerń za mną latała? —
Kołpak się chyba w pstre pióra ubierze,
A chór gawroni — nie chwała.

Kwituję z tego szczęścia i honoru!
W sidła nikogo nie łowię.
Lepszym, niż jestem, być nie chcę z pozoru,
A jak co myślę, tak mówię.

Źle albo dobrze — toć wolna szermierka,
Byle bez pychy i waśni;
A z słów, jak z mieczów, wypryśnie iskierka,
Co wzajem prawdę rozjaśni.

Lecz znieść nie mogę nikczemnika, który,
Sam prawdy bojąc się słowa,
Tępi ją w drugich udaniem pokory,
Jak miecz poduszka puchowa,



II.

Jak wam dogodzić, Panowie i Panie?
W słowach żądacie niby prawdy tonu;
A niech kto w prawdzie wypowié swe zdanie,
Wnet je mierzycie na skalę salonu.

Toć jeśli zdanie zda się wam być krzywe,
Przeczcie! — w tém ludzka powinność i prawo.
Lecz wy mówicie: „Zdanie jest prawdziwe,
„Lecz je wyraża za żywo, za żwawo.“ —

Przez Boga! jakież więc prawo oznaczy
Ton czucia, myśli, i mowy człowieka? —

Gil, wróbel, słowik, śpiewają inaczéj:
Wezbrany potok nie szumi jak rzeka;

Inszy szmer dębu, modrzewiu, lub brzozy.
A człowiek! — piastun duchowéj swobody!
Miałby być tylko jako dudka z łozy,
Grać wciąż ton jeden z turlecika mody?

I gdy uczucie zapala się w duszy,
Kiedy niém słowa wzbierają się pełne,
Myśleć, jak każde włożyć w wasze uszy,
Jak umoczoną w oliwie bawełnę?... —

O! nie wzywajcież świętéj Prawdy słowa!
O! nie bluźnijcież świętéj Prawdy mianu!
Cel wasz — zabawa, nie Prawda; rozmowa,
Jedno wam tylko, co brzęk fortepianu.

Myśl wasza pragnie łechtania, nie walki,
Hołdów pochlebstwa, a nie Prawdy plonu;
I ludzie tylko muszą was, jak lalki
W szene–katrynce, bawić śród salonu! —

Bawcież się sobie! ja do nóg upadam.
Jam téż syn wieku — Ruszać mi się — nuda;
Spać myślą — rozkosz. Ale gdy już gadam,
Czuję, żem przecież człowiek, a nie duda.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Antoni Edward Odyniec.